🐪 Nie Chce Mi Się Żyć Forum

Bokciu Jej ojciec mówił, że w zeszłym roku przyszła z bezdomnym. A co do wolontariuszki, to wydaje mi się raczej, że odeszła, bo zrozumiała swoją głupotę. Na tej kolacji wyglądało jakby nagle do niej dotarło, co właściwie zrobiła - wykorzystała biednego, niepełnosprawnego chłopaka, który jej zaufał i jakby sama się tym zszokowała. Temat: BRAK PRZYJACIÓŁ, BRAK MIŁOŚCI - NIE CHCE MI SIĘ ŻYĆ. Założyłam nowy wątek, bo bardzo bym chciała żeby ktoś odpisał, jakoś mi pomógł. Boje się swoich myśli o samobójstwie. Nie chce tego robić, naprawde nie chce, ale mam takie poczucie, jakby wszyscy ludzie ktorych mam wokól siebie, mieli mnie gdzieś, wręcz czuli Nie wiem jak to się stało, że dopiero teraz obejrzałem! 2015-08-04 23:58:52. nick_kejw ocenił (a) ten film na: 10. Film niesamowity, historia niesamowita, zagrana nieprawdopodobnie. Generalnie przeryczałem prawie cały film. Niedawno oglądałem film o Hawkingu, który zresztą też bardzo mi się podobał, ale Ogrodnik - no jest poza To forum; Ten temat; Więcej opcji Znajdź wyniki, które zawierają Zawiera wszystkie z moich słów; nie chce mi się żyć- mam 145cm wzrostu. Choć to ostatnie mi wraca co jakiś czas. Ale to chyba tylko takie o, egzystencjalne pierdololo. Kto dzisiaj nie chce się zabić? Cała masa ludzi. Spędziłem rok na tyłku, siedząc babci na taką mam refleksję na temat swojego życia:( Jestem cholernie zmęczona i nie mam nadziei na przyszłość. Jak pomyślę, że tak będzie zawsze, nie chce mi się żyć.Wiem, że powinnam pójść do psychologa, ale boję się, że mnie nie zrozumie i znowu roku temu. Nie mogę się pozbierać - często myślę, że może lepiej odejść i przestać cierpieć. Nie mam z kim o tym porozmawiać :(Mam 28 lat, chodzę zgarbiona i już się nie uśmiecham. Po Jestem jeszcze młoda mam 24 lata i całkiem zmarnowane życie. Mam męża przez którego ciągle płacze a on czerpie z tego radość. Nie ma dnia kiedy czulabym się szczesliwa. Do tego moja Nie chce mi się żyć. W moim życiu jest jedna wielka nuda. Nic się nie dzieje. Szkoła dom, szkoła dom itd. W szkole źle sobie radzę nawet jak się staram nie mam zdolności do nauki. W Upcoming Dramat movies. Czy Chce się żyć jest streamowany? Sprawdź, gdzie obejrzeć online sposród 10 serwisów, włącznie z Netflix, Prime oraz VOD.pl. Po prostu zacznij, nie odkładaj na później. Wcale nie jest czymś bezbożnym rozpoczęcie modlitwy od westchnienia: „Boże, nie chce mi się modlić”. Potrzebujemy przypominać sobie, że Bóg nie zostawia nas samych z naszym „nie chce mi się”. Jego łaska, pomoże nam wytrwać w dobrym postanowieniu, o ile naprawdę tego pragniemy. odpowiedział (a) w temacie Nie potrafię już tak żyć. Jeśli chodzi o opiekowanie się dziećmi- wychodzę na korepetycje (uczę angielskiego), zostawiam człowieka trzeźwego i zdarza się wracam po 3h a on jest już pijany…. Świadomie nigdy nie zostawiałam dzieci kiedy był wypity. 0F7arkw. hmm no ale dlaczego tak ciężko Ci znaleźć pracę? wiem, że nie każda każdemu odpowiada i jest cholernie ciężko [sama ponad rok szukałam], ale nawet za kasę do hipermarketu nie byłoby rady? wiem, że robota paskudna, ale zawsze coś - miałabyś jakiś grosz dla siebie i zawsze możliwość ucieczki od niego, wynajęcia pokoju, albo cokolwiek.. w Anglii nie dałoby się jakiejś pracy też załatwić? a co do psychologa - nie Ty go potrzebujesz. w czym miałby Ci niby pomóc? w tym jak przeżyć z facetem, który się znęca? rozmawiałaś ze swoim kiedykolwiek na temat jego problemu? w sensie - w momencie kiedy jest spokojny względnie? czy on widzi, że ma problem? może to jakieś załamanie nerwowe po śmierci matki? wiesz, że to on potrzebuje pomocy psychologa? no chyba, że to nie stało się jakoś nagle, że po prostu takie ma cechy, których Ty wcześniej nie zauważyłaś.. jesteś w cholernie ciężkiej sytuacji i ciężko byłoby znaleźć jakieś inne wyjście z niej. a z osobą chorą psychicznie jest jak z alkoholikiem - sama musi dojść do tego, że ma problem, żeby podjęła leczenie.. także zastanów się, szukaj pracy gdziekolwiek, napisz skąd jesteś i co potrafisz, może znajdzie się tu jakaś dziewczyna z Twoich okolic, może któraś da radę pomóc.. x Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2010-08-06 10:03 przez pons. Powinnaś go zostawić. Poznasz na pewno innego chłopaka, którego rodzina zaakceptuje Cię. Nie będzie Cię poniżała i traktowała jak piąte koło u wozu. Teraz masz wakacje, korzystaj z nich. A co będzie jeśli teraz poznasz prawdziwą miłość? Nie męcz się, bo nie pociągniesz tak dłużej... Moim zdaniem nie ma sensu tego ciągnąć, chcesz przez całe życie być traktowana jak kura domowa? A jemu to na ręke, mieszka sobie z Tobą, nie musi się męczyć w domu, chyba najwyższy czas go wydomowić, skoro już naopowiadał, że nie jesteście razem. Nie wiem jak to znosisz, ja bym nie wytrzymała, zasługujesz na kogoś, kto bedzie szanował Twoje wybory a nie wiecznie miał do Ciebie pretensje... Nie uważasz? No ja przebrnęłam i nie wiem czemu Ty tu siedzisz na szafie i tworzysz wątek, w którym mamy Ci pomóc, doradzić (choć Twoje działania po tym wszystkim powinny być oczywiste), zamiast wziąć swoje życie we własne ręce i Go najzwyczajniej w świecie wyrzucić ze swojego mieszkania. Wyrzuc pasożyta za drzwi. Nauczył się żyć czyimś kosztem, ktoś wszystko za niego zrobi a od siebie nic nie potrafi wymagac tylko od innych. Ja to bym na samym początku zakończyła jak już miałaś takie sytuację, że nie bronił się tylko wszystkiemu się przypatrywał- zaoszczędziłabys wtedy ten zmarnowany z nim czas i te wszystkie przykrości, co to za facet! Brak słów.. przykre jest to co piszesz ,ze ludzie sie wtracaja w wasz zwiazek a twoj facet nie chce zrobic z tym porzadku. nie powie swojej rodzinei i swoim znajomym zeby sie odczepili . razem powinnisice walczyc i starac sie o ten zwiazek a z twojej wypowiedzi wnioskuje ze ty wiecej dajesz niz dostajesz .uwazam ze twoj facet jest niedojrzaly emocjonalnie i nie bedziesz miala od niego wsparcia takiego jakiego oczekujesz . wiec jesli sie meczysz to ja uwazam ze to nie ma sensu walka z wiatrakami lepiej poczekac i byc sama az tarfi sie ten wlasciwy .kazdy zerwany zwiazek rodzi bol ,zal i obawy ,ale pamietaj tez ze dzieki takim porazkom jak i wzlotom nasze zycie jest bogate o do gory kazdy kiedys trafi na swoja polowke jablka grunt to nic na sile i nie bac sie byc bez faceta . KAZDEJ Z WAS POLECAM KSIAZKE "DLACZEGO MEZCZYZNI KOCHAJA ZOLZY" TO JEST KWINT ESENCJA TEGO CZEGO OCZEKUJA FACECI BY BYC Z NAMI I BYSMY ICH MIALY OWINIETYCH WOKOL PALCA przeczytałam i.. odpuść sobie wykończysz się Szczerze? Popatrz na to wszystko..popatrz jaki on jest, jaką ma rodzinę, znajomych. chcesz się w to dalej pchać? Dalej się kłócić ze wszystkimi dla dobra wasze (a raczej Twojej) "miłości" ? Popatrz jak on Cię traktuje, jak jakąś kurę domową, siedzi cały czas w mieszkaniu więc kretyn mógłby coś ugotować czy posprzątać, a nie mieć jeszcze pretensje do Ciebie, że nie masz czasu. Pogadaj z nim, postaw mu warunki, jak nie zacznie traktowac Cię z szacunkiem to może wypier****lać, ma taka wspaniala dziewczyne, a do rodziny takie glupoty gada? Postaw mu nastepny warunek "jeszcze raz i z nami koniec". On się nauczyl, ze zrobisz dla niego wszystko i wykorzystuje to. Dla mnie to zwykły cham, w życiu bym za takiego nie wyszła. Ale jak Ci tak bardzo zalezy to spróbuj jeszcze raz, tylko ze jak tym razem nie wyjdzie to go zostaw. myślę że być może jego rodzice nie chcą "biedniejszej" partnerki ale skoro już taka jest to na Ciebie siadają bo uważają żeś gorsza, takie są tylko moje domysły...moja rada: zostawić faceta bo szuka służącej, nie sądzę by się zmienił z tej postawy w odwrotną nagle. Boze co to za koles wogole ;/ mieszka z toba , niby jest z toba , kaze ci robic kanapki sprzatac ale rodzicom wszystkim mnowi ze ze soba nie jestescie?! Wiesz co zrob ? Powiedz mu ze jesli nie jestescie razem to ma placic polowe czynszu oplat, kupowac rzeczy, robic sobie obiady, bo przeciez nie masz takiego obowiazku ;] zobaczysz jak bedzie szybko zwiewal ;p Dziewczyno! Nie czekaj, aż tak Ci namiesza w głowie, że nie będziesz wiedziała, kim jesteś. Wiem, że łatwo tak napisać, co masz zrobić... Zdaję sobie sprawę, że to bardzo trudne. Musisz zacząć myśleć o sobie. Nie warto być z kimś, kto się do Ciebie nie przyznaje. Z tego, co piszesz, tak właśnie jest. Jak się kocha- można wszystko, ufa się, wierzy. Ten chłopak- dzieciaczek swoją drogą- nie jest wart Twojej miłości. Zasługujesz na kogoś, kto doceni to, co dla niego robisz, kto będzie Cię akceptował, kto nie będzie się wstydził być z Tobą. Chcesz trwać nadal w kłamstwie? Miłość nie przychodzi tylko raz- jestem pewna, że spotkasz kogoś, dla kogo będziesz kimś więcej, niż służącą. On szuka zastępczyni matki, nie kobiety do kochania. Nie pozwól, żeby ktoś sterował Twoim życiem. Na jednym nieudanym związku świat się nie kończy. Przemyśl sprawę, pomyśl, że spotkało to Twoją przyjaciółkę, kogoś najbliższego. Chciałabyś, żeby ta osoba była w takim związku? Ps. Najbliższe otoczenie faceta dużo o nim mówi. ufff przebrnęłam! za włosy go i kopa w d.....twoje mieszkanie więc go wyślij tam skąd przyszedł. facet chce miec kucharke, sprzątaczke i kochanke w jednym ja tu uczucia nie widze Za to ja przeczytałam. Moim zdaniem powinnaś się poważnie zastanowić, czy to ma sens. Niby związek składa się na uczucia, powiązanie, ale także wzajemne zaufanie, szacunek itd. Niestety ze strony Twojego chłopaka nie zauważyłam ani jednego ani drugiego. Z tego co pisałaś, traktuje Cię on po prostu jako podporę "w razie czego, na później", bo gdyby w końcu został sam, mógłby sobie nie poradzić. Moim zdaniem powinnaś twardo określić granicę. Zaznacz, że jeśli nie zmieni swojego zachowania, po prostu będziecie musieli się pożegnać. W takim toku wydarzeń dojdzie w końcu do tego, że to Ty będziesz go utrzymywać, bo rodziców przez cały czas nie będzie. Powinnaś pomyśleć także o sobie. Jesteś juz dorosła. Jeśli chodzi o kwestię "obgadywania" Cię przez znajomych... Na Twoim miejscu oświadczyłabym w większej grupie, że nie interesują mnie sprawy innych ludzi i nie masz zamiaru mieszac w czyimś życiu, jednak oczekujesz tego samego także od innych. Ludzie zawsze będą gadać, powinnaś to olać. Szkoda jednak, że nie masz w tej kwestii wsparcia od chłopaka. To także powinnaś z nim omówić. Moja droga zwłaszcza w tym momencie powinnas się obudzić, przestać grać uczuciami, ale zacząć rozumem. To tyle, życzę wszystkiego dobrego. Gdyby ze strony Mojego mnie tak atakowali,a on nie stanął by nigdy po mojej stronie to bym tego nie pomyśl co by było gdybyście się pobrali?I co wtedy przez całe życie wysłuchiwać jaka to ty zła dla synusia nie bym się porządnie nad tym wszystkim zastanowiła, to KOCHAĆ I BYĆ cię może i kocha ale na 1 miejscu u niego nie że przemyśl to i się nie dołuj, nie warto;* męczysz się straszliwie, a nie wygląda na to żeby to kiedykolwiek miało się zmienić. ogarnij się, zacznij nowe życie z daleka od nich wszystkich, i w końcu znajdziesz takiego, który Ciebie będzie kochał, i nie będzie Cię wykorzystywał, i pozwalał żeby ktoś Tobą pomiatał Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum. Dołączył: 2011-04-07 Miasto: Liczba postów: 1928 27 czerwca 2019, 21:15 witajcie. Od jakiegoś czasu niepokoją mnie własne myśli. Pragnę zaznaczyć, że nie jestem osobą załamaną czy też w depresji. Nie mam myśli samobójczych, nie czuję się człowiekiem uciemiężonym. Czasem tak na poprawę humoru w zasadzie fantazjuję o zakończeniu tego życia jednak z wielu względów bym się na to nie zdecydowała. Jestem niewierząca więc wizja cudownego życia po mnie nie interesuje. Czym więc można uzasadnienić te myśli? Nie jestem smutna, jestem raczej zniechęcona wszystkim. Chamstwem i egoizmem ludzi z którym non stop się spotykam. Egocentryzmem. Świat mnie obrzydza, zwierzęta traktowane w sadystyczny sposób, państwo w państwie, niesprawiedliwość. Z biegiem lat co raz bliżej mi do postawy nihilistycznej. Mam normalne życie i rodzinę jednak tej chęci brak. Wstaję rano, piję kawę i jedyne na co mam ochotę to íść spać dalej. Jak określić a przede wszystkimzzmienić takie zachowanie? Zeby nie było, raczej nie zaniedbuje swoich obowiązków, mi się zwyczajnie już przestało cokolwiek chcieć Dołączył: 2011-04-07 Miasto: Liczba postów: 1928 28 czerwca 2019, 16:32 10 lat temu pomagalam wielu ludziom a kiedy zaczely się moje problemy zostałam sama. Nie winie znajomych bo zawiedli mnie znacznie blizsi ludzie. Nie brałam nic, poradziłam sobie sama, ale straciłam już taką pogodę ducha i wiarę, że świat nie jest taki zły. Annne17 28 czerwca 2019, 16:39 życie to taka nieustająca walka o lepsze życie, o radość, związek, pracę, wykształcenie, a motorem do działania są marzenia. Mam niby jakieś rzeczy, które bym chciała, ale nie mogę powiedzieć, że są to moje marzenia. Nawet z wagą. Najpierw chciałam schudnąć, pozniej jeszcze etc. Teraz akceptuje to jak wyglądam, mogloby byc lepiej ale nie zależy mi by być idealną, staram się o nową pracę ale tez mi na niej super nie zależy, chlopa juz mam i jest spelnieniem moich marzeń. Studia zdalam bardzo dobrze, naprawilam swoje zycie i brak mi CELU. A teraz przenieś się mentalnie do Indii, jako matka czwórki dzieci, które trzeba ubrać i nakarmić. Masz obskurny pokoik w pobliżu śmietnika i niewielkie szanse na zdobycie pieniędzy a dzieci patrzą na Ciebie z nadzieją na posiłek, bo są głodne. Czy nadal siedzisz sobie i myślisz po co żyjesz i jaki masz CEL?Nie chodzi mi o to, by pokazać, że inni mają gorzej, tylko o fakt konieczności działania, bo jesteś za coś odpowiedzialna. Ty masz doskonałego partnera, dobre studia, jesteś zadowolona z pracy i figury więc tak naprawdę niczego Ci nie brakuje. Poza radością. Z radością jest ten problem, że cieszą rzeczy NOWE. Potem przyzwyczajamy się do nich i przestają nas cieszyć a o nowe doznania coraz trudniej bo wszystko już było. Dopóki nie dostrzeżesz wartości tego co masz dopóty nie znajdziesz przyjemności w swoim obecnym życiu. No chyba, ze facet zrobi Ci bliźniaki i zostawi dla młodszej i ładniejszej - wtedy będziesz płakać jakie masz ciężkie życie ale cel do działania odnajdziesz Ptaky 28 czerwca 2019, 17:03 Yandelka napisał(a):10 lat temu pomagalam wielu ludziom a kiedy zaczely się moje problemy zostałam sama. Nie winie znajomych bo zawiedli mnie znacznie blizsi ludzie. Nie brałam nic, poradziłam sobie sama, ale straciłam już taką pogodę ducha i wiarę, że świat nie jest taki zły. Skąd ja to znamJak potem znowu żyć z tymi bądź innymi ludźmi Ptaky 28 czerwca 2019, 17:13 Annne17 napisał(a):Yandelka napisał(a):życie to taka nieustająca walka o lepsze życie, o radość, związek, pracę, wykształcenie, a motorem do działania są marzenia. Mam niby jakieś rzeczy, które bym chciała, ale nie mogę powiedzieć, że są to moje marzenia. Nawet z wagą. Najpierw chciałam schudnąć, pozniej jeszcze etc. Teraz akceptuje to jak wyglądam, mogloby byc lepiej ale nie zależy mi by być idealną, staram się o nową pracę ale tez mi na niej super nie zależy, chlopa juz mam i jest spelnieniem moich marzeń. Studia zdalam bardzo dobrze, naprawilam swoje zycie i brak mi CELU. A teraz przenieś się mentalnie do Indii, jako matka czwórki dzieci, które trzeba ubrać i nakarmić. Masz obskurny pokoik w pobliżu śmietnika i niewielkie szanse na zdobycie pieniędzy a dzieci patrzą na Ciebie z nadzieją na posiłek, bo są głodne. Czy nadal siedzisz sobie i myślisz po co żyjesz i jaki masz CEL?Nie chodzi mi o to, by pokazać, że inni mają gorzej, tylko o fakt konieczności działania, bo jesteś za coś odpowiedzialna. Ty masz doskonałego partnera, dobre studia, jesteś zadowolona z pracy i figury więc tak naprawdę niczego Ci nie brakuje. Poza radością. Z radością jest ten problem, że cieszą rzeczy NOWE. Potem przyzwyczajamy się do nich i przestają nas cieszyć a o nowe doznania coraz trudniej bo wszystko już było. Dopóki nie dostrzeżesz wartości tego co masz dopóty nie znajdziesz przyjemności w swoim obecnym życiu. No chyba, ze facet zrobi Ci bliźniaki i zostawi dla młodszej i ładniejszej - wtedy będziesz płakać jakie masz ciężkie życie ale cel do działania odnajdziesz Jeszcze zabrakło tego ze ma sie cieszyc z kawy i słońca oraz pójść na oodzial onkologii żeby docenić życieDlaczego zawsze umniejsza się tego typu problemom i głównym "pocieszycielem" ma być inni mają gorzej? Annne17 28 czerwca 2019, 17:23 Ptaky, Przecież zaznaczyłam, że nie o to mi chodzi, że ktoś ma gorzej, tylko, że w takich sytuacjach natychmiast pojawia się cel trzeba iść na oddział onkologii, bo słońce i kawa w zupełności wystarczą. Byle docenić ich wartość. Zauważ, że gdy ludziom czegoś brakuje to zdobycie natychmiast sprawia satysfakcję i radość, a gdy ma się niemal wszystkiego pod dostatkiem to przestają cenić. Ptaky 28 czerwca 2019, 17:46 Annne17 napisał(a):Ptaky, Przecież zaznaczyłam, że nie o to mi chodzi, że ktoś ma gorzej, tylko, że w takich sytuacjach natychmiast pojawia się cel trzeba iść na oddział onkologii, bo słońce i kawa w zupełności wystarczą. Byle docenić ich wartość. Zauważ, że gdy ludziom czegoś brakuje to zdobycie natychmiast sprawia satysfakcję i radość, a gdy ma się niemal wszystkiego pod dostatkiem to przestają cenić. Nie że przestaja to cenić tylko myślą że to zawsze będzie Iudzie natomiast często lubią oceniać że inni mają niemal wszystkiego pod dostatkiemNie chodzi ci o to że inni mają gorzej ale pokazujesz autorce tych co mają gorzejOtóż oni nie mają celu wg mnie tylko zadaniowe podejście Annne17 28 czerwca 2019, 18:14 Ptaky napisał(a):Annne17 napisał(a):Ptaky, Przecież zaznaczyłam, że nie o to mi chodzi, że ktoś ma gorzej, tylko, że w takich sytuacjach natychmiast pojawia się cel trzeba iść na oddział onkologii, bo słońce i kawa w zupełności wystarczą. Byle docenić ich wartość. Zauważ, że gdy ludziom czegoś brakuje to zdobycie natychmiast sprawia satysfakcję i radość, a gdy ma się niemal wszystkiego pod dostatkiem to przestają cenić. Nie że przestaja to cenić tylko myślą że to zawsze będzie Iudzie natomiast często lubią oceniać że inni mają niemal wszystkiego pod dostatkiemNie chodzi ci o to że inni mają gorzej ale pokazujesz autorce tych co mają gorzejOtóż oni nie mają celu wg mnie tylko zadaniowe podejście Możemy to nazwać podejściem zadaniowym a możemy nazwać celem. Ogólnie ludzi zmusza do działania coś, co ich w d*** ugniata. Jak jesteś głodna to szukasz pożywienia, jak jest Ci zimno to szukasz czegoś by się okryć, jak nie masz dachu nad głową to szukasz miejsca by przespać noc itp. W miarę zaspokojonych potrzeb, gdy nic Ci zbyt mocno nie dokucza, a do tego nie potrzebujesz mieć wszystkiego, zaczynasz wieść coraz wygodniejsze życie. Masz pracę, masz mieszkanie, masz pełną szafę ciuchów i zaczynasz szukać czegoś co nada Twemu życiu cel. A przecież celem jest utrzymanie życia. Ten cel najlepiej jest widoczny gdy to życie zostaje zagrożone ( stąd rady by iść na oddział onkologii). Często gdy w życiu występuje rutyna ludzie zaczynają szukać czegoś, co nada ich życiu kolorytu, bo wtedy codzienne obowiązki staną się mniej nudne i uciążliwe, i nazywają to celem. Tylko sami nie wiedzą, co takiego mogliby robić, bo zbyt wielkiego wysiłku podejmować nie chcą. Najlepiej by to było bardzo łatwe i bardzo przyjemne. A tak se ne ludzie czerpią najwięcej korzyści z relacji z innymi ludźmi, ale też i najłatwiej tutaj o wzajemne urazy i rany. Dlatego z ostrożności zachowują dystans bo boją się kolejnego bólu, czują się zawiedzeni otoczeniem i jeszcze bardziej izolują. To prowadzi donikąd. Dołączył: 2011-04-07 Miasto: Liczba postów: 1928 28 czerwca 2019, 18:17 Ok, wiem, ze to była przenosnia ale postawie się.. Nie pojmuję jak można być tak nieodpowiedzialnym by decydować się na dziecko nie potrafiąc zapewnić im racji bytowych. No chyba, ze to dziecko z gwaltu, ale wszystkie 4? Wiem, ze inni maja gorzej i to tez mnie wkurza bo ja majac okazje pomagam ludziom, którzy tego potrzebuja a bogaci ludzie zamiast pomoc to wstawiaja sobie do domu zlote kible albo oddaja dla nich malo znaczace dla nich samych sumy na cele charytatywne, a masa takich fundacji rzerując na cudzym nieszczęściu bierze sobie ladny procent. Czy to w Indii czy w Pl czy US są ludzie pokrzywdzeni, zmienia się tylko stopien i rodzaj. Tak samo nie rozumiem tej matki z indii jak i polki, która sprowadza na ten swiat dziecko a później pozwala by wychowywaly je smartphony i internety. Dołączył: 2011-04-07 Miasto: Liczba postów: 1928 28 czerwca 2019, 18:20 Ptaky napisał(a):Yandelka napisał(a):10 lat temu pomagalam wielu ludziom a kiedy zaczely się moje problemy zostałam sama. Nie winie znajomych bo zawiedli mnie znacznie blizsi ludzie. Nie brałam nic, poradziłam sobie sama, ale straciłam już taką pogodę ducha i wiarę, że świat nie jest taki zły. Skąd ja to znamJak potem znowu żyć z tymi bądź innymi ludźmiOd niektórych się odwrocilam, z niektórymi dalej zyje. No cóż, ja po za facetem nikomu za wiele nie mówię, a wszystkich traktuje tylko jako znajomych z ktorymi mozna sie pobawic, pograc, etc. Ale za przyjaciół ich nie uwazam. Nawet wsrod ludzi o których mam dobre zdanie widze skrajny egoizm i brak empatii.. No coz po prostu to akceptuje bo gdybym tego nie robila nie mialabym nikogo. Dołączył: 2011-04-07 Miasto: Liczba postów: 1928 28 czerwca 2019, 18:28 i ja nie czuje, ze mam wszystko, mam faceta ale mamy bardzo malo czasu dla siebie, oboje jesteśmy dobrymi ludzmi wiec najwiecej się oczekuje właśnie od nas. Kiedys jak pomagalam chorej babce, wszystkie wnuki się od niej odwrocily. Nikt nie pomogl, tylko ja nakgorsza wnuczka. Kobieta w opiece spolecznej mi powiedziala, że ludzie, którzy pomagają zawsze są tymi nakgorszymi a starsi zawsze płaczą za tymi co maja ich gdzieś. To niby reguła. Czyli co, ludzie z reguły są głupi? Ślepi? Niewdzięczni? Non stop ta niesprawiedliwość, spotykam się z nią na kazdym kroku, jak mam więc się cieszyć takimi pierdołami jak kawa Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2011-12-26 16:25:14 zakazanaxd Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-25 Posty: 1 Temat: Nie chce mi sie żyć ;(Trwało to prawie 2 miesiące. Dokładnie miesiąc i pare dni Poznaliśmy się w bardzo dziwnych okolicznościach ale... Poznaliśmy się na portalu społecznościowym... Gdy wysłał mi zaproszenie do znajomych napoczątku nie skojarzyłam kto to jest ale poznaliśmy się w swoim czasie pisząc codzennie do pochodziliśmy z tego samego miasta dlatego nie mogliśmy się odrazu spotkać. Ale pisaliśmy codziennie. I stało się.... zakochałam się w nim.. nie wiem jak to się stało, ale stało się! Obiecaliśmy sobie, że będziemy się spotykać co weekend. I napoczątku tak było. Spotykaliśmy się... Ale później zaczeło się coś psuć. Za każdym razem kiedy umawialiśmy się na jakiś dzień oraz godzine i dochodziła właśnie tego dnia ta godzina naszego spotkania wogóle nie odpisywał mi na sms-y. Dzwoniłam może ze 100 razy ale niestety bezskutecznie. Dopiero później odpowiadaj, mówiąc że nie może bo np. miał robote. Ok, wierzyłam mu. Nie miałam wątpliwości co do tego, żeby mu nie wierzyć. Przecież go kochałam... Przepraszał mnie i obiecywał że następnym razem się spotkamy. W tyfodniu pisaliśmy ze sb codziennie a ja jeszcze ocniej tęskniłam. Gdy nadszedł kolejny weekend i dzień w którym mieliśmy sie spotkać kolejny raz mnie wystawił. Pisałam mnóstwo smsów, dzwoniłam ze 100 razy.... nie odpowiadał... Oczywiście później odpisał mi mówiąc ze nie będzie. I oczywiście znowu ten jego numer że dzisiaj nie mógł bo był zajęty. Ja ślepa i głupia mu wierzyłam. Zawsze umawialiśmy się na soboty. Tym razem umówiliśmy się na poniedziałek i obiecał ze już napewno będzie. Dałam mu ostatnią szansę wierząc , ze jej nie zmarnuje. Nadszedł poniedziałek. I godzina na którą mieliśmy się spotkać. Było znowu to samo... Tylko z tym wyjątkiem, że już się wogle nie odezwał, aż do dziś ;( Pisałam, dzwoniłam z setki razy niestety bezskutecznie. Aż wkońcu napisałam do niego długą wiadomość na naszej klasie. ;/ Chciałam po prostu się dowiedzieć co się stało że przestał sie do mnie odzywać bo ja nic na sumieniu nie mam, ja mu nic nie zrobiłam oprócz tego, że go bardzo kochałam aż do teraz. Oczywiście ten tchórz nie odpisał wogóle ;( Nie umiem pogodzić się z tym że już nie jesteśmy razem. Tak bardzo mi go brakuje... Nie moge przestać o nim myślec a przede wszystkim go kochać ;( Wogóle nie śpie tylko cały czas płacze Najbardziej mnie boli jego milczenie ze wogóle do mnie nie pisze że do tej pory się nie odezwał. Nawet jak napisałam do niego że to koniec to też nie odpisał. Boli mnie to bardzo. Zadaje sobie pytanie co ja mu takiego zrobiłam. Ja na ogól jestem zamkniętą w sobie osobą a gdy byłam z nim, ja czułam że żyje, wkoncu byłam szczęsliwa. Teraz nie chce mi się żyć, wszystko jest takie bez sensu. Myślę o cięciu... Ale tego nie zrobie. Strach mi na to nie pozwala. Cały czas płacze.. ;( Co ja mam robić ;( 2 Odpowiedź przez A-Dominik 2011-12-26 16:41:13 Ostatnio edytowany przez Fumiko (2011-12-26 16:48:57) A-Dominik Net-Facet Nieaktywny Zawód: Pasjonat Życia ;) Zarejestrowany: 2011-12-13 Posty: 7 Wiek: Nie taki stary ; - ) Odp: Nie chce mi sie żyć ;( Witaj : )Wiesz może to zabrzmieć banalnie, ale myślę, że najlepszą drogą tutaj będzie akceptacja taka prawdziwa bezwarunkowa akceptacja Wiesz napiszę, Ci, że gość postąpił wulgaryzm, a czy to coś da? Olej, go po prostu i zaakceptuj żyj własnym życiem(lepszym, zajmij się Swoimi zainteresowaniami, pasjami itp), wiesz może ciężko teraz tak o tym myśleć, ale może za jakiś czas będzie naprawdę szczęśliwa i miała dużo lepsze życie niż teraz i dlatego nie warto się tak tym zadręczać! Nigdy nie stawaj się czyjąś kopią, bądź oryginalny - inny, swój. Kieruj się swoim sercem, a nie sercem innych, którzy Ci doradzają. Gdyby Kryszna naśladował Buddę stracilbyśmy wielką postać, byłby tylko marną podróbą Buddy, a tak był jednym z najpiękniejszych ludzi na świecie. Jeśli zachowujesz się tak, by robić z siebie kopię innych, tracimy Ciebie - fantastyczną osobę. 3 Odpowiedź przez maxi 2011-12-26 22:43:55 maxi Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-08-11 Posty: 1,464 Odp: Nie chce mi sie żyć ;(Może miał zonę albo był w jakiś stałym związku, na takich portalach można pisać co się chce a prawdy w tym nie ma żadnej, zejdź na ziemię z obłoków, to dupek. 4 Odpowiedź przez marzena marzena marzena 2011-12-26 23:40:33 marzena marzena marzena Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-20 Posty: 12 Wiek: 28 Odp: Nie chce mi sie żyć ;(Ja obstawiam, ze gość ma żonę lub jakąs stałą partnerkę i dlatego nie mógł dotrzeć na umówione spotkania. Ale jest też druga bardzo, a może nawet bardziej prawdopodobna opcja, ze po prostu on nie widział tej Waszej relacji aż tak poważnie jak Ty. Nie napisałas jaki charakter miały te Wasze wirtualne rozmowy. Faceci piszą różne rzeczy, ale wcale nie biorą ich tak dosłownie jak my (wiem to z własnego doświadczenia). Moim zdanie to nawet dobrze, że nie trwało to dłużej, bo angażowałabyś się coraz bardziej, a jak się okazuje, facet nie jest tego warty. Po prostu okazało się, ze nie był z Tobą szczery, a to przekreśla to Wasze codzienne pisanie. Nawet nie myśl o tym, zeby robić sobie jakąkolwiek krzywdę! Wiesz, że to nic nie da, że nikt nie jest tego warty, na pewno sytuacji to nie zmieni, a zadasz sobie tylko dodatkowe cierpienie. Z czasem rozmyje się ta sprawa w natłoku spraw codziennych i przestanie tak boleć. Tylko nie myśl o tym z uporem, nie zadręczaj się i najlepiej wykasuj archiwum Waszych rozmów. Powodzenia ! 5 Odpowiedź przez Austerlitz 2011-12-27 00:29:02 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2011-12-27 00:32:06) Austerlitz Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-23 Posty: 318 Odp: Nie chce mi sie żyć ;( zakazanaxd napisał/a:Teraz nie chce mi się żyć, wszystko jest takie bez sensu. Myślę o cięciu... Ale tego nie zrobie. Strach mi na to nie pozwala. Cały czas płacze.. ;( Co ja mam robić ;(Dobrze, że płaczesz, masz do tego prawo. Te łzy są chce Ci się żyć? Daj szansę sobie i innemu facetowi, który gdzieś jest i szuka właśnie Ciebie. Pamiętaj - jesteś jednym, jedynym i unikalnym egzemplarzem na tym świecie, a w dodatku masz swoją wyjątkową wartość i nikt nigdy Ciebie nie na przyszłość - internet tylko do rozpoznania. Wymiana zdjęciami, kilkoma informacjami. Nigdy nie wchodź w głębsze dyskusje. Kiedy tak się dzieje lub ktoś po przeciwnej stronie chce Ciebie bardziej poznać przez internet niż to konieczne - proponuj spotkanie na żywo. Na Twoich zasadach, w Twojej miejscowości, ponieważ Ty jesteś kobietą. Nigdy nie pozwól sobie, żeby było odwrotnie. Jeżeli komuś to się nie spodoba - podziękuj i rozglądaj się za nowym kontaktem. Może wtedy ten poprzedni się postara dla Ciebie i jednak spotka się. A jeżeli nie odezwie się więcej - jego strata. To nie jest tak, że ten pierwszy, drugi, dziesiąty, to ten do góry i do przodu. 6 Odpowiedź przez apoteoza 2011-12-27 01:06:49 apoteoza 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-09-10 Posty: 5,336 Wiek: 26 Odp: Nie chce mi sie żyć ;(Ile masz lat? 7 Odpowiedź przez aviatorka 2011-12-27 10:28:50 Ostatnio edytowany przez aviatorka (2011-12-27 10:31:19) aviatorka Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zawód: Asystent d/s marketingu Zarejestrowany: 2011-11-17 Posty: 23 Wiek: 29 Odp: Nie chce mi sie żyć ;( Dwa miesiące trwała ta wielka miłośc?Dwa miesiące to jest Kochana piardnięcie komara na przestrzeni całego życia!Choćby nie wiem jak bogatę we wrażenia były to było tych sobót wypełnionych serduszkami jak z kreskowek? 2, 3?To troche za krótko, zeby aż sie ciąć przez gościa Weź na wstrzymanie i nie wyolbrzymiaj swojego cierpienia i bólu Zniknie szybciej niż myślisz!Serio, serio! I nastepnym razem nie zadręczaj chłopa smsami i to takie urządzenie, ktore ma naturę łowcy i lubi nie o to chodzi, żeby złapać króliczka, ale żeby gonic podawaj siebie "na tacy" facetowi bo nie bedzie Cie szanował, ani traktował powaznie!Szanuj siebie i wymagaj szacunku od innych! Życie to twardy kawałek chleba,Ale my jesteśmy twardsze! 8 Odpowiedź przez Dżoja 2011-12-27 11:29:00 Dżoja Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-07 Posty: 2,446 Wiek: 40 Odp: Nie chce mi sie żyć ;( aviatorka napisał/a:Dwa miesiące trwała ta wielka miłośc?Dwa miesiące to jest Kochana piardnięcie komara na przestrzeni całego życia!Choćby nie wiem jak bogatę we wrażenia były to było tych sobót wypełnionych serduszkami jak z kreskowek? 2, 3?To troche za krótko, zeby aż sie ciąć przez gościa Weź na wstrzymanie i nie wyolbrzymiaj swojego cierpienia i bólu Zniknie szybciej niż myślisz!Serio, serio!Zgadzam się - minie szybciej niż myślisz, bo i wspomnień mało, szybko zbledną Napisz za miesiąc jak się czujesz Niebieski Anioł 9 Odpowiedź przez ananaasowa_ 2011-12-27 20:14:52 ananaasowa_ Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-09-22 Posty: 1,091 Odp: Nie chce mi sie żyć ;( Witaj Miałam podobną sytuację,napisał, że musi to wszystko przemyśleć i już się nie odezwał... I wiesz co dla mnie było w tym wszystkim najgorsze? To,że on nie powiedział jednoznacznie , że to już koniec. Nie wiedziałam co sie stało , co źle zrobiłam... byłąm wściekłam , że jest takim beznadziejnym tchórzem a z drugiej strony cały czas miałam nadzieję, bo skoro nie napisał , że nie chce mnie znać to może jest jeszcze szansa...i do teraz czuję się niepewnie...ale jest lepiej. Czasami każdy drobiazg mi go przypomina ale się staram. Spróbuj wprowadzić takie zmiany w swoim życiu, stroju, które nie byłyby do przyjęcia gdybyś byłą z nim. Ja np zamierzam nosić szpilki. Wcześniej nie było takiej opcji bo był mojego wzrostu a nie toleruje niższych facetów. I tyle... może zapuścić albo ściąć włosy.. przefarbować.. coś co jego wyklucza.. i pokochaj tą zmianę mocniej niż jego... I niech Ci zawsze przypomina , że NIKT nie ma prawa Cię tak traktować. Facet , który nie szanuje kobiety to nie jest facet godny uwagi ...Dasz sobie radę Pozdrawiam " Sometimes you have to be your own hero..." 10 Odpowiedź przez Austerlitz 2011-12-27 21:05:35 Austerlitz Net-Facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-23 Posty: 318 Odp: Nie chce mi sie żyć ;(Udzielając się w innym wątku zauważyłem, że można brać pod uwagę opcję, że ten ktoś jest bardzo zraniony i przez to nic nie wychodzi. Ale to tylko moja opinia i wcale tak nie musi być. 11 Odpowiedź przez anusia3 2011-12-28 00:57:09 anusia3 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 25 Odp: Nie chce mi sie żyć ;( oj kochana nie mów że nie chce się Tobie żyć......wierzę że to bolesne przeżycie,wiele łez i cierpienia,,miłość wiąże się też ze smutkiem,nie tylko z radością,,,,,z tego co przeczytałam,chciałas za wszelką dla siebie cenę dowiedzieć się dlaczego tak robił..... czasem jeśli widzisz ze ktoś cię zbywa,kłamie,,,,,,nie warto się narzucać.........myślę że jak już kolejny raz zauważyłaś że coś kręci,,,nie powinnaś dalej panicznie do niego pisać i wydzwaniać......powinnaś moim zdaniem odpuścić,chociaż byłoby to dla ciebie trudne,,,,,gdybyś ty przestała się odzywać,jemu zdałoby to się dziwne co się stało,,,kto wie---może wtedy odpisze,albo zadzwoni,,,?!?! aniołeczek Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Dołączył: 2011-01-18 Miasto: Warszawa Liczba postów: 3050 23 października 2012, 10:58 straciłam radość i spokój wewnętrzny.... wiem ze mam poważne problemy duże chustawki nastroju, jednego dnia myślę że wszystko się ułoży (już nie jak dawniej że mogę wszystko i zwojuje świat) nastepnego kompletny dół , bezsens istnienia, niezrozumienie... wrecz osaczenie.... wiem ze sama sobie nie poradzę ale czy jakakolwiek terapia potrafi przywrócić radośc życia? czy będzie kolejnym powodem do zmartwień... bo przecież pewnie wydałabym na nią sporo kasy... nie wiem za co sie wziąść żeby było dobrze czuje że utknęłam w martwym punkcie , wegetuje i powoli niszczę samą siebie czy któraś z Was przeszła taką terapię antydepresyjna? na czym taka terapia polega leczy sieĽ ją lekami czy siłą perswazji? czy jest ona skuteczna? czy coś mi może pomóc? KtoPytaNieBladzi 23 października 2012, 12:49 Idź do psychiatry. Jeśli to depresja to dobrze dobrane leki na pewno pomogą. Przechodziłam przez to 20 % sukcesu., psychoterapia to 80 % sukcesu. Jeśli tabletki cudownie pomogły same w sobie to znaczy, że nie musiała to być depresja kliniczna. poza tym są różne rodzaje depresji i nie każdą da się wyleczyć tabletkami. Mam w rodzinie osobę chorą od ośmiu lat, tabletki żadne jej nie pomagają, więc z tym "na pewno" to gruba przesada. Salemka 23 października 2012, 13:02 KtoPytaNieBladzi napisał(a):Salemka napisał(a):Idź do psychiatry. Jeśli to depresja to dobrze dobrane leki na pewno pomogą. Przechodziłam przez to 20 % sukcesu., psychoterapia to 80 % sukcesu. Jeśli tabletki cudownie pomogły same w sobie to znaczy, że nie musiała to być depresja kliniczna. poza tym są różne rodzaje depresji i nie każdą da się wyleczyć tabletkami. Mam w rodzinie osobę chorą od ośmiu lat, tabletki żadne jej nie pomagają, więc z tym "na pewno" to gruba przesada. Dlatego napisałam dobrze dobrane. Jednak fakt pewności nie ma, ale z drugiej strony wiara w sukces to połowa sukcesu - również w tej nie zgadzam się z Twoją proporcją. Ja bym ją odwróciła - bazując na moich doświadczeniach i doświadczeniach mojej rodziny. U mnie nikt nie chodził na terapię, ale każdy się wyleczył i to różne depresje. Z niektórych nie da się wyjść zupełnie bez terapii, ale w każdej leki pomogą. Czasami same leki wystarczą. Jestem żywym przykładem, jednak tak jak później i wcześniej pisałam - niektórym jest potrzebny typowa depresja - ta bez wpływu jakichś wydarzeń życia tylko wynikająca z zaburzeń chemicznych w mózgu to choroba ciała a nie duszy. Dołączył: 2011-11-15 Miasto: Pod Poziomkowym Krzaczkiem Liczba postów: 14722 23 października 2012, 13:07 Kochana, a co się dzieje?Tak, nie raz tak przechodziłam, a jednak żyję, mam się dobrze i znów widzę świat w kolorowych barwach. Terapetą najlepszym jestem sama dla siebie. Bo jeśli człowiek nie chce sobie samemu pomóc to i mu najlepszy psycholog nie pomoże. Salemka 23 października 2012, 13:13 RybkaArchitektka napisał(a):Kochana, a co się dzieje?Tak, nie raz tak przechodziłam, a jednak żyję, mam się dobrze i znów widzę świat w kolorowych barwach. Terapetą najlepszym jestem sama dla siebie. Bo jeśli człowiek nie chce sobie samemu pomóc to i mu najlepszy psycholog nie pomoże. Masz dużo racji. Zmiany muszą wychodzić od nas. Jednak czasami potrzebujemy impulsu z zewnątrz, bo jak jest już naprawdę źle to człowiek nie ma siły nawet myśleć o pomaganiu samemu sobie... U mnie takim kimś była mama. Ona wierzyła zamiast mnie i ciągle mnie zapewniała, że będzie dobrze. Zabrała mnie do lekarza, była ze mną. Rozmawiała. Tłumaczyła. Może dlatego nie potrzebowałam terapii. Jednak przynajmniej w moim wypadku jestem pewna, że bez leków mogłoby mnie już nie być na tym świecie. Dołączył: 2008-03-03 Miasto: Szczecin Liczba postów: 418 23 października 2012, 13:41 oj skad ja to znam wakcje przechodzilam taka depreche ze juz drugi raz ale tym razem duzo zdecydowalam sie na zadne terapie psychiatrow i psychologow bo moim zdaniem sa musisz sama od siebie mnie terapia bylo ogladanie duzzzzzo komedi zeby wiesz moje samopoczucie sie poprawilo,pozniej musialam wyzalic sie najblizszej mi osobie i wyplakac sie w jego ramie to trwa dlugo nawet pare msc ale coz tak to tez myslalam o ludziach ktorzy maja bardzo ciezko w zyciu np nieuleczalnie chore dziecko wiec moja deprecha byla do takiej sprawy bardzo to i nie bardzo ale maja duzo wieksze problemy niz ci smiej sie ile wlezie,ogladaj duzo smiesznych rzeczy a przejdzie. Dołączył: 2012-01-27 Miasto: Warszawa Liczba postów: 7501 23 października 2012, 13:59 coś jest nie tak, może nawet od normalnej morfologii i hormonów siądź i zastanów się nad sobą. Jak chcesz, żeby wyglądał Twoje życie? Czego od niego chcesz? O czym marzysz?I nie bój się, że to śmieszne, głupie, że nie wypada, w ogóle nie ma takich sama sobie na te pytania odpowiesz, to pomyśl, czy dasz radę sama, czy potrzebujesz specjalisty, który jakoś pomoże Ci zrozumieć siebie, źródło problemów i znaleźć wyjście. Coś się z Toba dzieje, masz oczywiście prawo do gorszych dni, ale z Twojego pisania przebija taka potworna życiowa rezygnacja- jest źle i nigdy nie będzie inaczej, ale co ja mogę. A to nie tak. Możesz. Tylko musisz chcieć. Salemka 23 października 2012, 13:59 ulawisnia napisał(a):oj skad ja to znam wakcje przechodzilam taka depreche ze juz drugi raz ale tym razem duzo zdecydowalam sie na zadne terapie psychiatrow i psychologow bo moim zdaniem sa musisz sama od siebie mnie terapia bylo ogladanie duzzzzzo komedi zeby wiesz moje samopoczucie sie poprawilo,pozniej musialam wyzalic sie najblizszej mi osobie i wyplakac sie w jego ramie to trwa dlugo nawet pare msc ale coz tak to tez myslalam o ludziach ktorzy maja bardzo ciezko w zyciu np nieuleczalnie chore dziecko wiec moja deprecha byla do takiej sprawy bardzo to i nie bardzo ale maja duzo wieksze problemy niz ci smiej sie ile wlezie,ogladaj duzo smiesznych rzeczy a że Tobie przeszło, ale nie każdemu przejdzie samo z siebie. Poza tym ciekawe, że wypowiadasz się tak negatywnie o czymś o czym nie masz pojęcia, bo tego nie spróbowałaś. Dołączył: 2008-03-03 Miasto: Szczecin Liczba postów: 418 23 października 2012, 14:06 Salemka napisał(a):ulawisnia napisał(a):oj skad ja to znam wakcje przechodzilam taka depreche ze juz drugi raz ale tym razem duzo zdecydowalam sie na zadne terapie psychiatrow i psychologow bo moim zdaniem sa musisz sama od siebie mnie terapia bylo ogladanie duzzzzzo komedi zeby wiesz moje samopoczucie sie poprawilo,pozniej musialam wyzalic sie najblizszej mi osobie i wyplakac sie w jego ramie to trwa dlugo nawet pare msc ale coz tak to tez myslalam o ludziach ktorzy maja bardzo ciezko w zyciu np nieuleczalnie chore dziecko wiec moja deprecha byla do takiej sprawy bardzo to i nie bardzo ale maja duzo wieksze problemy niz ci smiej sie ile wlezie,ogladaj duzo smiesznych rzeczy a że Tobie przeszło, ale nie każdemu przejdzie samo z siebie. Poza tym ciekawe, że wypowiadasz się tak negatywnie o czymś o czym nie masz pojęcia, bo tego nie nie probowalam ale znam inne osoby ktore byly i nic nie samemu chciec a jesli sie uda to czlowiek wie ze jest silny i ma ta satysfakcje:) Salemka 23 października 2012, 14:33 ulawisnia napisał(a):Salemka napisał(a):ulawisnia napisał(a):oj skad ja to znam wakcje przechodzilam taka depreche ze juz drugi raz ale tym razem duzo zdecydowalam sie na zadne terapie psychiatrow i psychologow bo moim zdaniem sa musisz sama od siebie mnie terapia bylo ogladanie duzzzzzo komedi zeby wiesz moje samopoczucie sie poprawilo,pozniej musialam wyzalic sie najblizszej mi osobie i wyplakac sie w jego ramie to trwa dlugo nawet pare msc ale coz tak to tez myslalam o ludziach ktorzy maja bardzo ciezko w zyciu np nieuleczalnie chore dziecko wiec moja deprecha byla do takiej sprawy bardzo to i nie bardzo ale maja duzo wieksze problemy niz ci smiej sie ile wlezie,ogladaj duzo smiesznych rzeczy a że Tobie przeszło, ale nie każdemu przejdzie samo z siebie. Poza tym ciekawe, że wypowiadasz się tak negatywnie o czymś o czym nie masz pojęcia, bo tego nie nie probowalam ale znam inne osoby ktore byly i nic nie samemu chciec a jesli sie uda to czlowiek wie ze jest silny i ma ta satysfakcje:)Tylko właśnie ta choroba ma to do siebie, że człowiek nie wie, że jest silny i nie chce mu się chcieć. Może nie miałaś typowej depresji, albo bardzo słabą, albo jesteś nadczłowiekiem, bo typowy człowiek z depresją endogenną lub wielką nie poradzi sobie sam. Potrzebuje leków, wsparcia i nierzadko psychoterapii. Edytowany przez Salemka 23 października 2012, 14:48

nie chce mi się żyć forum